- Cześć Van, myślałam już, że mnie
nie poznasz. Co tam u ciebie, opowiadaj. – Powiedziałam siadając na ławkę przed
nami.
- A no wiesz. W tym roku, całkiem
nie dawno urodził mi się źrebaczek.
- To Twoja Nutka była pokryta,
dlaczego mi nic o tym nie powiedziałaś. – Powiedziałam to nieco załamującym
głosem
- Jak miałam ci powiedzieć
głuptasie. Przecież zmieniłaś numer, wyprowadziłaś się z Londynu i nie dałaś
mi twojego nowego adresu. – Powiedziała to głaskając mnie po ramieniu.
- No chyba, że tak. A jak się
nazywa?
- Nes. Od Nutka, ale też mój
dziadek brał przykład z mojego imienia.
- No racja. Chciałabyś się może
przejść na naszą stajnie, jest niedaleko, pewnie moja mama i wujek jeszcze tam
siedzą.
- No pewnie. Chodźmy.
Szliśmy jakieś niecałe 15 minut i
już byliśmy na zalesionej polanie. Weszłam na teren stajni.
- Cześć mamo.
- Dzień dobry. – Powiedziała machając do mojej mamy Van
- O cześć kochanie, cześć Vanessa,
co cię do naszego miasta sprowadza?
- A wie pani, tutaj się
przeprowadziła moja babcia i jestem tu teraz na miesiąc. – Powiedziała Van z
miłym uśmiechem na ustach
- Chodź Van. – Szepnęłam Vanessie
do ucha i pobiegliśmy do moje szafki. Wzięłam z niej kantar i uwiąz, i poszłam
w stronę boksu Szafira. Usłyszałam wesołe rżenie.
- A to jest Szafir. – Powiedziałam
do przyjaciółki stojącej obok.
- On jest piękny.
- Wiem, wiem. To ogier, jest
wielkopolakiem. Hmm. Zawsze mówiłam ci, że chcę mieć gniadego konia. A oto on.
Gniadosz we własnej osobie. – Pokazując i otwierając boks Szafira śmiałam się
przyjaźnie do Van.
Z założeniem kantaru nie było
problemu, z uwiązem również nie. Otworzyłam szeroko boks i wychodząc złapałam
za ramię Vanessę mówiąc.
- Nie zapomnisz dzisiejszego dnia.
Van zrobiła zdziwioną minę i szła
za mną. Przywiązałam Szafira do koniowiązu i powiedziałam.
- Zaraz przyjdę.
Poszłam do szafki wzięłam szczotki
i uwiąz. Przemknęłam się do stajni i wzięłam, również mojego konia wałacha
Zachnika. Zapięłam uwiąz i pokłusowałam w stronę koniowiązu.
- A więc to jest Twoja, ode mnie
oczywiście niespodzianka, masz tu drugi zestaw szczotek za 30 minut wyruszamy w
teren. – Powiedziałam puszczając oczko Van
- A więc to, to był twój chytry
plan.
- Tak. Owszem. – Odpowiedziałam
śmiejąc się wesoło
Zaczęłam od pyska, jak zresztą
zawsze. Następnie przeszłam do szyi i grzbietu. Został zadek, nogi i kopyta.
Poszło mi to szybko, ponieważ widać było, że Szafir ma dzisiaj dobry dzień.
Usiadłam na drągu i popatrzyłam na Zachnika.
- Van. Przyjaźnię się z tobą
od..hmm. ile to już lat. 12 lat. Ufam ci i wieżę, że dasz radę. Daruje ci
Zachnika, mojego karego luzytana.
- Naprawdę. Ale przecież ja tu
jestem tylko na miesiąc.
- Na miesiąc. Wystarczy. –
Machnęłam rękom. – Opiekujesz się nim, robisz z nim co chcesz. Ale to tak jakby
dalej jest mój koń. W skrócie to nasz koń.
- Dziękuje. – Powiedziała Van
przytulając mnie
- Przynieść siodło, czy na oklep z
cordeo dzisiaj jedziemy?
- Przynieś siodło, długo nie
jeździłam. To niby zaledwie rok, ale dla pewności przynieś. – Powiedziała Van z
pewnym uśmiechem na twarzy.
Przyniosłam ustalone siodła,
ogłowia i dwa plecaki. A w nich: cordeo, derka i 2 koce. Założyłam
siodło. Ściągnęłam kantar i założyłam ogłowie. Wsiadłam na Szafira. Włożyłam
toczek i powiedziałam.
- Van gdzie jedziemy?
- Gdzie oczy poniosą.
Wyruszyliśmy stępem, aby wyjechać
ze stajni. Zatrzymałam ogiera i zdjęłam toczek, chciałam poczuć wiatr w moich
długich włosach. Schowałam kask do plecaka i ruszyłam przed siebie. Moje długie
włosy falowały na porywistym wietrze. Wjechałam na małą górkę, odwróciłam się w
stronę stajni i Vanessy.
- To co podróżujemy. – Powiedziałam
z uśmiechem
- Na co czekasz. Kłusem?
- Jasne. – Powiedziałam odwracając
konia
Jee.! Supcio;** :DD *.* !
OdpowiedzUsuń