wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 1

Kiedy chodziłam bez celu po starym mieście w południe ujrzałam moją starą, dobrą przyjaciółkę Vanessę. Na początku, w ogóle nie pomyślałam, że mnie pozna, przeszłyśmy obok siebie, odwróciłam się do niej, a ona do mnie.
- Cześć Van, myślałam już, że mnie nie poznasz. Co tam u ciebie, opowiadaj. – Powiedziałam siadając na ławkę przed nami.
- A no wiesz. W tym roku, całkiem nie dawno urodził mi się źrebaczek.
- To Twoja Nutka była pokryta, dlaczego mi nic o tym nie powiedziałaś. – Powiedziałam to nieco załamującym głosem
- Jak miałam ci powiedzieć głuptasie. Przecież zmieniłaś numer, wyprowadziłaś się z Londynu i nie dałaś mi twojego nowego adresu. – Powiedziała to głaskając mnie po ramieniu.
- No chyba, że tak. A jak się nazywa?
- Nes. Od Nutka, ale też mój dziadek brał przykład z mojego imienia.
- No racja. Chciałabyś się może przejść na naszą stajnie, jest niedaleko, pewnie moja mama i wujek jeszcze tam siedzą.
- No pewnie. Chodźmy.
Szliśmy jakieś niecałe 15 minut i już byliśmy na zalesionej polanie. Weszłam na teren stajni.
- Cześć mamo.
- Dzień dobry. – Powiedziała machając do mojej mamy Van
- O cześć kochanie, cześć Vanessa, co cię do naszego miasta sprowadza?
- A wie pani, tutaj się przeprowadziła moja babcia i jestem tu teraz na miesiąc. – Powiedziała Van z miłym uśmiechem na ustach
- Chodź Van. – Szepnęłam Vanessie do ucha i pobiegliśmy do moje szafki. Wzięłam z niej kantar i uwiąz, i poszłam w stronę boksu Szafira. Usłyszałam wesołe rżenie.
- A to jest Szafir. – Powiedziałam do przyjaciółki stojącej obok.
- On jest piękny.
- Wiem, wiem. To ogier, jest wielkopolakiem. Hmm. Zawsze mówiłam ci, że chcę mieć gniadego konia. A oto on. Gniadosz we własnej osobie. – Pokazując i otwierając boks Szafira śmiałam się przyjaźnie do Van.
Z założeniem kantaru nie było problemu, z uwiązem również nie. Otworzyłam szeroko boks i wychodząc złapałam za ramię Vanessę mówiąc.
- Nie zapomnisz dzisiejszego dnia.
Van zrobiła zdziwioną minę i szła za mną. Przywiązałam Szafira do koniowiązu i powiedziałam.
- Zaraz przyjdę.
Poszłam do szafki wzięłam szczotki i uwiąz. Przemknęłam się do stajni i wzięłam, również mojego konia wałacha Zachnika. Zapięłam uwiąz i pokłusowałam w stronę koniowiązu.
- A więc to jest Twoja, ode mnie oczywiście niespodzianka, masz tu drugi zestaw szczotek za 30 minut wyruszamy w teren. – Powiedziałam puszczając oczko Van
- A więc to, to był twój chytry plan.
- Tak. Owszem. – Odpowiedziałam śmiejąc się wesoło
Zaczęłam od pyska, jak zresztą zawsze. Następnie przeszłam do szyi i grzbietu. Został zadek, nogi i kopyta. Poszło mi to szybko, ponieważ widać było, że Szafir ma dzisiaj dobry dzień. Usiadłam na drągu i popatrzyłam na Zachnika.
- Van. Przyjaźnię się z tobą od..hmm. ile to już lat. 12 lat. Ufam ci i wieżę, że dasz radę. Daruje ci Zachnika, mojego karego luzytana.
- Naprawdę. Ale przecież ja tu jestem tylko na miesiąc.
- Na miesiąc. Wystarczy. – Machnęłam rękom. – Opiekujesz się nim, robisz z nim co chcesz. Ale to tak jakby dalej jest mój koń. W skrócie to nasz koń.
- Dziękuje. – Powiedziała Van przytulając mnie
- Przynieść siodło, czy na oklep z cordeo  dzisiaj jedziemy?
- Przynieś siodło, długo nie jeździłam. To niby zaledwie rok, ale dla pewności przynieś. – Powiedziała Van z pewnym uśmiechem na twarzy.
 Przyniosłam ustalone siodła, ogłowia i dwa plecaki.  A w nich: cordeo, derka i 2 koce. Założyłam siodło. Ściągnęłam kantar i założyłam ogłowie. Wsiadłam na Szafira. Włożyłam toczek i powiedziałam.
- Van gdzie jedziemy?
- Gdzie oczy poniosą.
Wyruszyliśmy stępem, aby wyjechać ze stajni. Zatrzymałam ogiera i zdjęłam toczek, chciałam poczuć wiatr w moich długich włosach. Schowałam kask do plecaka i ruszyłam przed siebie. Moje długie włosy falowały na porywistym wietrze. Wjechałam na małą górkę, odwróciłam się w stronę stajni i Vanessy.
- To co podróżujemy. – Powiedziałam z uśmiechem
- Na co czekasz. Kłusem?
- Jasne. – Powiedziałam odwracając konia

1 komentarz: