Odstawiłam telefon na stolik, porozmawiałam z dziewczynami i usłyszałam ciche wołanie w centrum stajni. Podeszłam do pani i powiedziałam.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Chciałabym wykupić spacerek.
- Spacerek tak? 5 złoty, 10 minut.
- Proszę. - Powiedziała pani, podając mi monetę
- Proszę iść założyć dziecku kask.
Podbiegłam do Van i Nessie.
- Dziewczyny chodźcie siodłać Rubina, spacerek jest. - Powiedziałam przewracając oczami.
Weszłam do siodlarni i wzięłam specjalne siodło, czaprak i ogłowie. Podeszłam do boksu, chwyciłam za kantar i wyprowadziłam na beton. Vanessa zdjęła kantar, ja założyłam ogłowie, a Nessie zajęła się siodłem. Wyprowadziliśmy go tam gdzie stała dziewczynka z mamą. Podniosłam dziewczynkę i ona wsiadła na kuca. Wzięłam ją na maneż. Podałam wodze Nessie i wróciłam do stajni. Usłyszałam wesołe rżenia w środku. Weszłam i zauważyłam, jak Szafir, Zachnik i Zefir latają po boksach.
- Wyprowadzimy je na łąkę. Przyda im się trochę świeżej trawy.
- Lecą po uwiąz dla Zachnika.
- Dobra leć, ja w tym czasie wezmę Szafira
Nie zakładając mu kantaru otworzyłam boks i wyszłam z nim. Ogier szedł obok mnie. Ufałam mu lecz bałam się ponieważ, nie byłam pewna czy nie ucieknie do owsu czy do trawy. Lecz on trącił mnie nosem i wiedziałam, że mogę mu ufać. Wypuściłam go na padok. Wracając do wnętrza stajni, zauważyłam Nessie prowadzącą spacerek i Vanessę trzymającą uwiąz od Zachnika. Podeszłam do Rooki i zaczęłam się z nią bawić, było przy tym pełno śmiechu, turlałam się wraz z nią, gdy nagle Grata wybiegła ze swojej budy i pobiegła w stronę wjazdu na stajnie. Przyjechał Mateo do swojej klaczy i źrebaka. Wyszłam mu na przywitanie.
- Cześć stary.
- Cześć! - Krzyknął machając ręką w moją stronę
- Przyszedłeś do Seliny?
- No a do kogo? - Zażartował
Poszliśmy razem do stajni, gdzie widziałam radosną Selinę śmigającą po boksie. Mateo otworzył boks, a klacz sama do niego podeszła.
- Jak tam Twój źrebaczek - Powiedział głaszcząc Selinę po pysku
Gdy Mateo mi pozwolił weszłam do boksu. Zaczęłam się ze źrebakiem bawić, nie przeszkadzało to matce. Wręcz przeciwnie. Pozwalała mi się z nią bawić. Głaskałam i drapałam ją wszędzie, po brzuch, za uszami. Cały czas trąciła mnie nosem. Przypomniało mi się, że Nessie powinna już skończyć spacerek. Wyszłam ostrożnie z boksu i zawołałam ją. Nessie przyszła i rozsiodłała Rubina, zatem ja wróciłam do źrebaka. Mateo mi kiedyś powiedział, że jak Sara dorośnie, będę mogłam się nią opiekować. Przywiązałam się do niej, a ona do mnie. Czułam, że ta mała istotka potrzebuje mojego towarzystwa. Kiedy beztrosko się dalej z nią bawiłam usłyszałam głos Vanessy.
- Kaya. Szybko.
- Co szybko, co się stało. - Gwałtownie się podniosłam
- Szafir wyskoczył z padoku.
- Co?! - Krzyknęłam poddenerwowana.
- Szybko! Nie zwlekajmy.
Pobiegłam za Van i ujrzałam Szafira idącego za pewną osobą. Krzyczałam, piszczałam, ale ta osoba nie zwracała na mnie uwagi. W końcu, przyszło mi na myśl, aby zawołać Szafira.
- Szafir. Chodź tu do mnie!
Szafir odwrócił się i pokłusował w moją stronę. Zauważyłam również, że ta osoba również za nim biegnie, tylko trochę dalej. Szybko wsiałam na Szafira, i trzymając się grzywy pobiegłam w stronę tej postaci.
wtorek, 28 maja 2013
środa, 22 maja 2013
Rozdział 3
Po odjechaniu policji poszłam do schowka po 3
śpiwory, bo wiedziałam, że dziewczynom będzie zimno tylko w kocach. Przyniosłam
i rozłożyłam na czystej podłodze przed telewizorem. Ściągnęłam małe poduszki z
kanapy i położyłam przy ścianie.
- Złaźcie, wyciągnę duże poduszki i usiądziecie.
Zeszły i wyciągnęłam trzy największe poduchy. Położyłam na każdym śpiworze po jedną, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do mamy. Po kilku sygnałach mama odebrała.
- Mamo słuchaj, jakie tu się działy rzeczy…
Po długiej rozmowie, doszłam to celu.
- Mamo, dzisiaj będziemy nocowały na stajni. Okej?
- Będziemy czyli?
- Ja, Vanessa i Nessie. – Rzuciłam od niechcenia
- No okej. To do zobaczenia jutro.
- No pa – Krzyknęłyśmy razem.
Odłożyłam telefon na mały stoliczek i wzięłam pilot.
- To co dziewczyny, może by tak horror.
- Jasne. – Odparły razem
Przeszukałam wszystkie kanały i trafiłam na nasz najlepszy film „Ty będziesz następna”. Weszłyśmy w śpiwory i oparłyśmy się o poduszki, odłożyłam pilot i zaczęliśmy oglądać. Nie obyło się bez krzyków i zamykania oczu. Wyszłam około 1:00 gdy skończył się horror, żeby pozamykać i pozałatwiać wszystkie rzeczy. Zamknęłam siodlarnie, kantorek, stajnie, schowek i pomieszczenie gdzie były szafki, zawołałam Gretę. Powiedziałam jej, że ma pilnować bardzo dokładnie, czy ktoś przypadkiem nic nie ukradnie. Zawołałam szczeniaczka Rooki i wzięłam ją na ręce. Poszliśmy w stronę domku, wypuściłam tam na ziemię szczeniaka i zgasiłam wszystkie palące się światła na stadninie. Wyciągnęłam z szafki gruby koc, wodę mineralną i karmę. Rozłożyłam koc, tak aby Rooki było wygodnie, położyłam obok tego miseczki, nalałam wodę i wsypałam karmę. Odwróciłam się i dziewczyny czekały już na mnie w śpiworach. Zrobiłam to co one i przytuliłam się do poduszki. Około 5:00 obudził mnie budzik.
- Dziewczyny, karmienie. – Powiedziałam budząc je z lekką chrypką.
- Jakie karmienie, daj nam spać. – Odparła Vanessa
- Wstajemy! – Krzyknęłam i wytargałam je ze śpiworów. Założyliśmy buty, długie spodnie i polary. Niby lato, ale o tej porze zimno jak nie wiem. Wzięłam klucz i wyszłyśmy. Otworzyłam stajnie, wszystkie konie jeszcze smacznie spały. Nałożyłam do taczki owsu, a dziewczyny poszły po wiaderka. Sypałyśmy każdemu koniowi. Potem wzięłam siano i dałam każdemu koniowi do jedzenia. Odstawiłyśmy wszystkie już niepotrzebne rzeczy i wróciłyśmy do małego domku. Zdjęłyśmy swetry i buty, rozpaliłam kominek. Dziewczyny włączyły kanał muzyczny, nawet nie zwróciłam uwagi jaki. Leciało akurat Gangnam Style. Oczywiście jak idiotki zaczęliśmy tańczyć. Kiedy się skończyła piosenka, smutno nam się zrobiło, ale oj tam. Wyłączyłam telewizor i wyszłam już na dwór w bryczesach i oficerkach. Poszłam do szafek, wzięłam ze sobą lonże i bat oraz kantar. Oprócz bata wszystko było w kolorach niebieskiego. Weszłam do boksu, założyłam kantar Szafirowi i wyszłam idąc obok niego. Chodziłam z nim, aż doszłam do kółka, założyłam lonże zaczęłam od stępu, potem kłus i galop. Ułożyłam mu przeszkody. Skakał przez nie jak nigdy na lonży, potem przybliżyłam go do siebie i wsiadłam na niego. Trzymając się grzywy zaczęłam galopować. Przeskoczyłam przez najmniejszy płot w całej stajni i zaczęłam biec do niedalekiego jeziorka. W połowie drogi zorientowałam się, że nie powiedziałam nic o tym dziewczyną. Dojechaliśmy do jeziorka. Zeszłam i poszłam z Szafirem do letniej wody. Ogier zamiast iść posiedzieć w wodzie, zajął się niedaleką od jeziora trawą. Popłynęłam do małej wysepki, zanurzyłam się i wróciłam do brzegu. Weszłam na Szafira i pokłusowałam prosto do stadniny. Dziewczyny czyściły swoje konie. Dojechałam do boksu i zeskoczyłam z grzbietu konia. Zdjęłam mu poidło i weszłam do środka boksu. Podziękowałam za dzisiejszy, mały teren. Zdjęłam mu kantar i wyszłam wieszając na drzwiach boksu kantar. Doszłam do dziewczyn i zaczęła się rozmowa.
- Gdzieś ty była. – Zapytała siadając na drągu Van
- A tu i tam.
- Kiedy przyjedzie Twoja mama?
- Jeszcze nie przyjechała? – Powiedziałam wyjmując mój telefon z kieszeni.
Po kilku sygnałach mama odebrała.
- Mamo kiedy przyjedziesz na stajnie?
- Słuchaj kochanie, muszę pozałatwiać różne sprawy, być może nie będzie mnie dzisiaj na stajni.
- A jak będą jazdy?
- Poprowadzicie je same.
- Dobra Pa.
- Pa kochanie.
Zeszły i wyciągnęłam trzy największe poduchy. Położyłam na każdym śpiworze po jedną, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do mamy. Po kilku sygnałach mama odebrała.
- Mamo słuchaj, jakie tu się działy rzeczy…
Po długiej rozmowie, doszłam to celu.
- Mamo, dzisiaj będziemy nocowały na stajni. Okej?
- Będziemy czyli?
- Ja, Vanessa i Nessie. – Rzuciłam od niechcenia
- No okej. To do zobaczenia jutro.
- No pa – Krzyknęłyśmy razem.
Odłożyłam telefon na mały stoliczek i wzięłam pilot.
- To co dziewczyny, może by tak horror.
- Jasne. – Odparły razem
Przeszukałam wszystkie kanały i trafiłam na nasz najlepszy film „Ty będziesz następna”. Weszłyśmy w śpiwory i oparłyśmy się o poduszki, odłożyłam pilot i zaczęliśmy oglądać. Nie obyło się bez krzyków i zamykania oczu. Wyszłam około 1:00 gdy skończył się horror, żeby pozamykać i pozałatwiać wszystkie rzeczy. Zamknęłam siodlarnie, kantorek, stajnie, schowek i pomieszczenie gdzie były szafki, zawołałam Gretę. Powiedziałam jej, że ma pilnować bardzo dokładnie, czy ktoś przypadkiem nic nie ukradnie. Zawołałam szczeniaczka Rooki i wzięłam ją na ręce. Poszliśmy w stronę domku, wypuściłam tam na ziemię szczeniaka i zgasiłam wszystkie palące się światła na stadninie. Wyciągnęłam z szafki gruby koc, wodę mineralną i karmę. Rozłożyłam koc, tak aby Rooki było wygodnie, położyłam obok tego miseczki, nalałam wodę i wsypałam karmę. Odwróciłam się i dziewczyny czekały już na mnie w śpiworach. Zrobiłam to co one i przytuliłam się do poduszki. Około 5:00 obudził mnie budzik.
- Dziewczyny, karmienie. – Powiedziałam budząc je z lekką chrypką.
- Jakie karmienie, daj nam spać. – Odparła Vanessa
- Wstajemy! – Krzyknęłam i wytargałam je ze śpiworów. Założyliśmy buty, długie spodnie i polary. Niby lato, ale o tej porze zimno jak nie wiem. Wzięłam klucz i wyszłyśmy. Otworzyłam stajnie, wszystkie konie jeszcze smacznie spały. Nałożyłam do taczki owsu, a dziewczyny poszły po wiaderka. Sypałyśmy każdemu koniowi. Potem wzięłam siano i dałam każdemu koniowi do jedzenia. Odstawiłyśmy wszystkie już niepotrzebne rzeczy i wróciłyśmy do małego domku. Zdjęłyśmy swetry i buty, rozpaliłam kominek. Dziewczyny włączyły kanał muzyczny, nawet nie zwróciłam uwagi jaki. Leciało akurat Gangnam Style. Oczywiście jak idiotki zaczęliśmy tańczyć. Kiedy się skończyła piosenka, smutno nam się zrobiło, ale oj tam. Wyłączyłam telewizor i wyszłam już na dwór w bryczesach i oficerkach. Poszłam do szafek, wzięłam ze sobą lonże i bat oraz kantar. Oprócz bata wszystko było w kolorach niebieskiego. Weszłam do boksu, założyłam kantar Szafirowi i wyszłam idąc obok niego. Chodziłam z nim, aż doszłam do kółka, założyłam lonże zaczęłam od stępu, potem kłus i galop. Ułożyłam mu przeszkody. Skakał przez nie jak nigdy na lonży, potem przybliżyłam go do siebie i wsiadłam na niego. Trzymając się grzywy zaczęłam galopować. Przeskoczyłam przez najmniejszy płot w całej stajni i zaczęłam biec do niedalekiego jeziorka. W połowie drogi zorientowałam się, że nie powiedziałam nic o tym dziewczyną. Dojechaliśmy do jeziorka. Zeszłam i poszłam z Szafirem do letniej wody. Ogier zamiast iść posiedzieć w wodzie, zajął się niedaleką od jeziora trawą. Popłynęłam do małej wysepki, zanurzyłam się i wróciłam do brzegu. Weszłam na Szafira i pokłusowałam prosto do stadniny. Dziewczyny czyściły swoje konie. Dojechałam do boksu i zeskoczyłam z grzbietu konia. Zdjęłam mu poidło i weszłam do środka boksu. Podziękowałam za dzisiejszy, mały teren. Zdjęłam mu kantar i wyszłam wieszając na drzwiach boksu kantar. Doszłam do dziewczyn i zaczęła się rozmowa.
- Gdzieś ty była. – Zapytała siadając na drągu Van
- A tu i tam.
- Kiedy przyjedzie Twoja mama?
- Jeszcze nie przyjechała? – Powiedziałam wyjmując mój telefon z kieszeni.
Po kilku sygnałach mama odebrała.
- Mamo kiedy przyjedziesz na stajnie?
- Słuchaj kochanie, muszę pozałatwiać różne sprawy, być może nie będzie mnie dzisiaj na stajni.
- A jak będą jazdy?
- Poprowadzicie je same.
- Dobra Pa.
- Pa kochanie.
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 2
Kiedy galopowałyśmy tak beztrosko wzdłuż rozłożystej łąki, przerwał nam mój dzwoniący
telefon. Zatrzymałyśmy konie i odebrałam go. Usłyszałam wystraszony głos mamy i
kiedy zapytałam co się dzieje odpowiedziała:
- No bo…
Przywiązaliśmy te dwa fryzy, Nestora i Iskierkę do koniowiązu i poszliśmy po
szczotki, wracamy, a tu ich nie ma. Widocznie pogalopowały w waszym kierunku.
- Skąd wiesz, że w naszym?
- Widziałam rozwiane grzywy na górce.
- Dobra, zajmiemy się tym.
- Trzymajcie się. Pa.
- Pa.
Pokazałam rękom Vannesie, że ma jechać za mną. Pocwałowałyśmy dłuższą chwilkę, aż zauważyłam dwa pasące się konie na łące. Zeskoczyłam z konia i zadzwoniłam do Nessie, żeby przyjechała czym prędzej za górkę z Zefirem, oraz aby powiadomiła moją mamę i wujka, że fryzy się znalazły.
- O matko, ulżyło mi. – Powiedziałam
- No mnie też. Wiesz ile takie konie kosztują, a w dodatku są na wyścigi i skoki wytrenowane. – Powiedziała Van
- O Nessie jedzie!
Nessie dojechała, zeszła z konia i zdziwiona pyta.
- Vanessa, skąd ty tu?
- A wiesz, przyjechałam na miesiąc.– Powiedziała z uśmiechem Van
Przytuliły się, że aż żal było je rozłączać.
- Dobra dziewczyny koniec. Trzeba je jakoś zaciągnąć do stajni.
- Ja wezmę Nestora i Zefira. – Powiedziała Nessie
- Okej. To ja lepiej wezmę Szafira i Zachnika.
- No to mi zostanie Iskierka.
Wzięłyśmy konie za wodze i kantary i wyruszyłyśmy w stronę stadniny. W między czasie rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Doszliśmy do stajni po 15 minutach, zmachane, bo przecież, który koń by na łące nie chciał by jeść trawy, pewnie żaden. Podarowałyśmy mamie Nestora i Iskierkę i poszliśmy do koniowiązu. Przywiązaliśmy konie do drąga i po kolei poszliśmy do szafek po szczotki.
- Wiecie co, to wydarzenie dzisiaj mnie niepokoi. Nie rozumiem, jak konie fryzyjskie mogły się odplątać z zacisku uwiązu, same! – Powiedziałam
- Wydaje mi się, że to może być czyjaś sprawka. – Powiedziała Van
- Możliwe. Wiecie co? Jutro pojedziemy razem w teren. Zobaczymy, może za kozami, może za łąką, ktoś jest. – Odpowiedziała na nasze wypowiedzi Nessie
- Tak dziewczyny, zabawmy się w detektywów. - Zażartowałam
- No może nie w detektywów, ale musimy coś z tym zrobić. – Powiedziała żartobliwie Vanessa
Wyczyściliśmy konie i dałyśmy je na padok. Od razu się wytarzały, więc nie warto było ich czyścić. Weszłam na wybieg, a dziewczyny poszły do wnętrza stajni. Złapałam Szafira za kantar i powiedziałam „Stój”, a dziwo Szafir ani drgnął. Wzięłam garść trawy, zacisnęłam dłoń i włożyłam rękę między przednie nogi konia. Ogier ładnie ukłonił się. Dostał w nagrodę trawę i ze zmęczenia położył się na łące. Wykorzystałam te chwilę i zrobiłam mu kilka zdjęć. Usiadłam przy nim i jakby rozumiał co mówię i czuję, nie wstawał. Tak mi było na nim gładko i miękko, że ze zmęczenia oparłam się o jego bok i zasnęłam. Obudziłam się około 22. Zauważyłam, że jest już ciemno i nie ma już ani Zachnika, ani Zefirka na padoku. Wstałam i obudziłam Szafira. Wszędzie było ciemno, jedyny blask świecił z mojego telefonu. Wyszłam z wybiegu i wprowadziłam ogiera do boksu. Zdążyłam zobaczyć jak się kładzie. Wlałam do wiaderka wodę i przelałam ją do poidła Szafira. Zauważyłam, że nie ma nic w żłobie, więc poszłam na koniec stajni. Wzięłam wiaderko owsa i wsypałam mu do żłoba. Poszłam tam, gdzie świeciło się jasne światełko, otworzyłam drzwi, a tam na kanapie siedzą Van i Nessie.
- Czemu mnie nie obudziłyście?
- Tak słodko spaliście.
- Tak, tak. Czyli rozumiem, że dzisiaj się rozgościłyście i śpimy na stajni.
- Dokładnie.
- Gdzie śpimy?
- W kantorku albo tutaj.
- Tutaj.
- Dobra.
- Dziewczyny idę przynieść koce i śpiwory.
- Co ty oszalałaś, jakie śpiwory, 3-4 koce wystarczą.
- Okej jak chcecie.
Wyszłam za drzwi i zauważyłam ciemną postać przenikającą przez drzewa. Szybko weszłam do środka.
- Dziewczyny, ktoś. – Przełknęłam ślinę – Ktoś jest na dworze.
- Co. – Krzyknęły poderwane
- Cicho, zgłupiałyście. Zgaście ten telewizor.
Poszukując pilota zauważyłam jak „czarna postać” próbuje dostać się do kantorka
- Dziewczyny weźcie to. – Powiedziała Nessie podając nam : gaśnicę, łopatę i grabie.
Wyszliśmy cicho z małego domku i kierując się do kantorka otworzyłam budę od Grety, owczarka niemieckiego, która powinna być wypuszczona na noc.
- Bierz go! – Powiedziałam pół szeptem
Greta pobiegła i przewróciła człowieka. Podbiegłyśmy i krzyczeliśmy:
- Kim jesteś!
- Vanessa dzwoń na policję szybko!
Van zadzwoniła na policję. Radiowóz przyjechał dość szybko. Komisarz powiedział nam, że był to przestępca, który kradł konie. Już wtedy wiedzieliśmy, kto odwiązał konie fryzyjskie.
- Skąd wiesz, że w naszym?
- Widziałam rozwiane grzywy na górce.
- Dobra, zajmiemy się tym.
- Trzymajcie się. Pa.
- Pa.
Pokazałam rękom Vannesie, że ma jechać za mną. Pocwałowałyśmy dłuższą chwilkę, aż zauważyłam dwa pasące się konie na łące. Zeskoczyłam z konia i zadzwoniłam do Nessie, żeby przyjechała czym prędzej za górkę z Zefirem, oraz aby powiadomiła moją mamę i wujka, że fryzy się znalazły.
- O matko, ulżyło mi. – Powiedziałam
- No mnie też. Wiesz ile takie konie kosztują, a w dodatku są na wyścigi i skoki wytrenowane. – Powiedziała Van
- O Nessie jedzie!
Nessie dojechała, zeszła z konia i zdziwiona pyta.
- Vanessa, skąd ty tu?
- A wiesz, przyjechałam na miesiąc.– Powiedziała z uśmiechem Van
Przytuliły się, że aż żal było je rozłączać.
- Dobra dziewczyny koniec. Trzeba je jakoś zaciągnąć do stajni.
- Ja wezmę Nestora i Zefira. – Powiedziała Nessie
- Okej. To ja lepiej wezmę Szafira i Zachnika.
- No to mi zostanie Iskierka.
Wzięłyśmy konie za wodze i kantary i wyruszyłyśmy w stronę stadniny. W między czasie rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Doszliśmy do stajni po 15 minutach, zmachane, bo przecież, który koń by na łące nie chciał by jeść trawy, pewnie żaden. Podarowałyśmy mamie Nestora i Iskierkę i poszliśmy do koniowiązu. Przywiązaliśmy konie do drąga i po kolei poszliśmy do szafek po szczotki.
- Wiecie co, to wydarzenie dzisiaj mnie niepokoi. Nie rozumiem, jak konie fryzyjskie mogły się odplątać z zacisku uwiązu, same! – Powiedziałam
- Wydaje mi się, że to może być czyjaś sprawka. – Powiedziała Van
- Możliwe. Wiecie co? Jutro pojedziemy razem w teren. Zobaczymy, może za kozami, może za łąką, ktoś jest. – Odpowiedziała na nasze wypowiedzi Nessie
- Tak dziewczyny, zabawmy się w detektywów. - Zażartowałam
- No może nie w detektywów, ale musimy coś z tym zrobić. – Powiedziała żartobliwie Vanessa
Wyczyściliśmy konie i dałyśmy je na padok. Od razu się wytarzały, więc nie warto było ich czyścić. Weszłam na wybieg, a dziewczyny poszły do wnętrza stajni. Złapałam Szafira za kantar i powiedziałam „Stój”, a dziwo Szafir ani drgnął. Wzięłam garść trawy, zacisnęłam dłoń i włożyłam rękę między przednie nogi konia. Ogier ładnie ukłonił się. Dostał w nagrodę trawę i ze zmęczenia położył się na łące. Wykorzystałam te chwilę i zrobiłam mu kilka zdjęć. Usiadłam przy nim i jakby rozumiał co mówię i czuję, nie wstawał. Tak mi było na nim gładko i miękko, że ze zmęczenia oparłam się o jego bok i zasnęłam. Obudziłam się około 22. Zauważyłam, że jest już ciemno i nie ma już ani Zachnika, ani Zefirka na padoku. Wstałam i obudziłam Szafira. Wszędzie było ciemno, jedyny blask świecił z mojego telefonu. Wyszłam z wybiegu i wprowadziłam ogiera do boksu. Zdążyłam zobaczyć jak się kładzie. Wlałam do wiaderka wodę i przelałam ją do poidła Szafira. Zauważyłam, że nie ma nic w żłobie, więc poszłam na koniec stajni. Wzięłam wiaderko owsa i wsypałam mu do żłoba. Poszłam tam, gdzie świeciło się jasne światełko, otworzyłam drzwi, a tam na kanapie siedzą Van i Nessie.
- Czemu mnie nie obudziłyście?
- Tak słodko spaliście.
- Tak, tak. Czyli rozumiem, że dzisiaj się rozgościłyście i śpimy na stajni.
- Dokładnie.
- Gdzie śpimy?
- W kantorku albo tutaj.
- Tutaj.
- Dobra.
- Dziewczyny idę przynieść koce i śpiwory.
- Co ty oszalałaś, jakie śpiwory, 3-4 koce wystarczą.
- Okej jak chcecie.
Wyszłam za drzwi i zauważyłam ciemną postać przenikającą przez drzewa. Szybko weszłam do środka.
- Dziewczyny, ktoś. – Przełknęłam ślinę – Ktoś jest na dworze.
- Co. – Krzyknęły poderwane
- Cicho, zgłupiałyście. Zgaście ten telewizor.
Poszukując pilota zauważyłam jak „czarna postać” próbuje dostać się do kantorka
- Dziewczyny weźcie to. – Powiedziała Nessie podając nam : gaśnicę, łopatę i grabie.
Wyszliśmy cicho z małego domku i kierując się do kantorka otworzyłam budę od Grety, owczarka niemieckiego, która powinna być wypuszczona na noc.
- Bierz go! – Powiedziałam pół szeptem
Greta pobiegła i przewróciła człowieka. Podbiegłyśmy i krzyczeliśmy:
- Kim jesteś!
- Vanessa dzwoń na policję szybko!
Van zadzwoniła na policję. Radiowóz przyjechał dość szybko. Komisarz powiedział nam, że był to przestępca, który kradł konie. Już wtedy wiedzieliśmy, kto odwiązał konie fryzyjskie.
Rozdział 1
Kiedy chodziłam bez celu po starym mieście w południe ujrzałam moją starą,
dobrą przyjaciółkę Vanessę. Na początku, w ogóle nie pomyślałam, że mnie pozna,
przeszłyśmy obok siebie, odwróciłam się do niej, a ona do mnie.
- Cześć Van, myślałam już, że mnie
nie poznasz. Co tam u ciebie, opowiadaj. – Powiedziałam siadając na ławkę przed
nami.
- A no wiesz. W tym roku, całkiem
nie dawno urodził mi się źrebaczek.
- To Twoja Nutka była pokryta,
dlaczego mi nic o tym nie powiedziałaś. – Powiedziałam to nieco załamującym
głosem
- Jak miałam ci powiedzieć
głuptasie. Przecież zmieniłaś numer, wyprowadziłaś się z Londynu i nie dałaś
mi twojego nowego adresu. – Powiedziała to głaskając mnie po ramieniu.
- No chyba, że tak. A jak się
nazywa?
- Nes. Od Nutka, ale też mój
dziadek brał przykład z mojego imienia.
- No racja. Chciałabyś się może
przejść na naszą stajnie, jest niedaleko, pewnie moja mama i wujek jeszcze tam
siedzą.
- No pewnie. Chodźmy.
Szliśmy jakieś niecałe 15 minut i
już byliśmy na zalesionej polanie. Weszłam na teren stajni.
- Cześć mamo.
- Dzień dobry. – Powiedziała machając do mojej mamy Van
- O cześć kochanie, cześć Vanessa,
co cię do naszego miasta sprowadza?
- A wie pani, tutaj się
przeprowadziła moja babcia i jestem tu teraz na miesiąc. – Powiedziała Van z
miłym uśmiechem na ustach
- Chodź Van. – Szepnęłam Vanessie
do ucha i pobiegliśmy do moje szafki. Wzięłam z niej kantar i uwiąz, i poszłam
w stronę boksu Szafira. Usłyszałam wesołe rżenie.
- A to jest Szafir. – Powiedziałam
do przyjaciółki stojącej obok.
- On jest piękny.
- Wiem, wiem. To ogier, jest
wielkopolakiem. Hmm. Zawsze mówiłam ci, że chcę mieć gniadego konia. A oto on.
Gniadosz we własnej osobie. – Pokazując i otwierając boks Szafira śmiałam się
przyjaźnie do Van.
Z założeniem kantaru nie było
problemu, z uwiązem również nie. Otworzyłam szeroko boks i wychodząc złapałam
za ramię Vanessę mówiąc.
- Nie zapomnisz dzisiejszego dnia.
Van zrobiła zdziwioną minę i szła
za mną. Przywiązałam Szafira do koniowiązu i powiedziałam.
- Zaraz przyjdę.
Poszłam do szafki wzięłam szczotki
i uwiąz. Przemknęłam się do stajni i wzięłam, również mojego konia wałacha
Zachnika. Zapięłam uwiąz i pokłusowałam w stronę koniowiązu.
- A więc to jest Twoja, ode mnie
oczywiście niespodzianka, masz tu drugi zestaw szczotek za 30 minut wyruszamy w
teren. – Powiedziałam puszczając oczko Van
- A więc to, to był twój chytry
plan.
- Tak. Owszem. – Odpowiedziałam
śmiejąc się wesoło
Zaczęłam od pyska, jak zresztą
zawsze. Następnie przeszłam do szyi i grzbietu. Został zadek, nogi i kopyta.
Poszło mi to szybko, ponieważ widać było, że Szafir ma dzisiaj dobry dzień.
Usiadłam na drągu i popatrzyłam na Zachnika.
- Van. Przyjaźnię się z tobą
od..hmm. ile to już lat. 12 lat. Ufam ci i wieżę, że dasz radę. Daruje ci
Zachnika, mojego karego luzytana.
- Naprawdę. Ale przecież ja tu
jestem tylko na miesiąc.
- Na miesiąc. Wystarczy. –
Machnęłam rękom. – Opiekujesz się nim, robisz z nim co chcesz. Ale to tak jakby
dalej jest mój koń. W skrócie to nasz koń.
- Dziękuje. – Powiedziała Van
przytulając mnie
- Przynieść siodło, czy na oklep z
cordeo dzisiaj jedziemy?
- Przynieś siodło, długo nie
jeździłam. To niby zaledwie rok, ale dla pewności przynieś. – Powiedziała Van z
pewnym uśmiechem na twarzy.
Przyniosłam ustalone siodła,
ogłowia i dwa plecaki. A w nich: cordeo, derka i 2 koce. Założyłam
siodło. Ściągnęłam kantar i założyłam ogłowie. Wsiadłam na Szafira. Włożyłam
toczek i powiedziałam.
- Van gdzie jedziemy?
- Gdzie oczy poniosą.
Wyruszyliśmy stępem, aby wyjechać
ze stajni. Zatrzymałam ogiera i zdjęłam toczek, chciałam poczuć wiatr w moich
długich włosach. Schowałam kask do plecaka i ruszyłam przed siebie. Moje długie
włosy falowały na porywistym wietrze. Wjechałam na małą górkę, odwróciłam się w
stronę stajni i Vanessy.
- To co podróżujemy. – Powiedziałam
z uśmiechem
- Na co czekasz. Kłusem?
- Jasne. – Powiedziałam odwracając
konia
Subskrybuj:
Posty (Atom)